Dzień Dziecka, 2016


Dziś mam swoje wielkie święto. To przecież Dzień Dziecka. Czyli mój wyjątkowy dzień w roku. Mój i wszystkich innych dzieci na świecie.
 
Już od rana mama z tatą byli jacyś tacy milsi, niż zwykle… I mama częściej się uśmiechała i tatuś pomógł mi nawet umyć zęby. Hm. Bez żadnych problemów mogłem dostać na śniadanie dodatkowe kanapki z gruuuubo posmarowaną Nutellą i nawet zabrać do szkoły ulubione deskorolki. Pomyślałem wtedy, że uwielbiam dzień dziecka i 1 czerwca powstawiam na początek każdego miesiąca w naszym ściennym kalendarzu!
 
Akurat przypadło to we środę, a więc i nasze spotkanie w polskiej szkole. I tu także było inaczej, niż zwykle.
 
Lekcje zaczęliśmy od wiadomości, że gdzieś w naszej klasie ukryty jest SKARB!
 
Wszyscy spoważnieli na moment i zaczęli się na poważnie zastanawiać, czy może prawdziwy? Każdy po cichu zaczął już planować listę niezbędnych i zbędnych (oczywiście!) wydatków w sklepie z zabawkami oraz trasę najwspanialszej podróży dookoła świata. W końcu to skarb!
 
 
 
 
Na środku klasy leżało zawiniątko, a w nim mapa skarbu oraz zadanie.
 
 
 
 
 
Polecenie oczywiście rozwiązaliśmy w mig i wypełniając kolejne zadania rozmieszczone w różnych miejscach sali, dotarliśmy do wielkiej skrzyni, w której ukryty był skarb. Serca zadrżały i Partyk z Robertem oraz Julka wyciągnęli małe szare pudełko – to było to.

 
 
Natychmiast skarb otworzyliśmy i…. znaleźliśmy tam: wielkie i małe muszle, kamyki pochodzące z nadmorkich plaż oraz bursztyn. 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od razu odgadliśmy, skąd pochodzą te wszystkie rzeczy, a w nagrodę za wspaniałą zespołową pracę i rozwiązane polecenia Pani zabrała nas na wycieczkę …nad morze. Wycieczka była taka wirtualna, bo tylko przed komputerem, ale i tak bardzo nam się podobała. 
 
 
Pani obiecała, że jak w wakacje znajdzie na plaży prawdziwy skarb ze złotem, to zabierze nas wszystkich na długi rejs statkiem po Morzu Bałtyckim, do Gdańska, Sopotu i na Hel. Trzymamy więc kciuki, żeby dobrze szukała!
 
 
A na razie dowiedzieliśmy się wiele interesujących rzeczy na temat tych właśnie pięknych miast. Oglądaliśmy fotografie Trójmiasta i największe zabytki starego Gdańska.
 
 
Wiemy już, gdzie buduje się w Polsce statki, jak wygląda ciężka praca na kutrze rybackim, o której godzinie najlepiej zbierać bursztyny na plażach Zatoki Gdańskiej i dlaczego warto koniecznie pojechać na Hel.
 
 
Widzieliśmy na zdjęciach całą Mierzeję Wiślaną, Westerplatte oraz miejsce, gdzie Wisła wpada do morza.
 
Tematem bursztynowym zainteresowaliśmy się najbardziej. Skąd te komary, mrówki i szczątki liści? Otóz wiemy już teraz, że bursztyn, to nie kamyk, ale stwardniała żywica drzew iglastych zatopionych w słonej, morskiej wodzie. I tu się problem rozwiązał.

 

Po takiej wyczerpującej wyprawie mieliśmy małą przerwę jedzeniową. A po  niej zajęliśmy się nową (ostatnią już w tym roku) głoską oraz Dzi (sobota). Pisaliśmy ten trudny dwuznak w arkuszach pracy i potem czytaliśmy teksty o wysmarowanych emem insach oraz o dżdżystej pogodzie, a taka akurat była za oknem… Cóż. Mimo niesprzyjających warunków- wyruszyliśmy na koniec lekcji na obiecaną wycieczkę do Provinciaal Domein. 
 
 
Wcześniej Pani wręczyła nam jeszcze małe słodkie (i nie tylko) upominki z okazji Dnia Dziecka i na placu zabaw świętowaliśmy ten wyjątkowy dzień w roku. 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A tak Dzień Dziecka świętowały dzieci z klasy sobotniej:
 
 
 
 
 
wraz ze skarbem znalazły małe paczuszki z niespodzianką .
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mogły też ostatnią część zajęć poświęcić na rozmaite gry i zabawy.